|
Ze sprzedażą sieciową miałem do czynienia wiele lat temu. Nie wnikając w logikę samego systemu, który jest dość spójny, moim podstawowym zastrzeżeniem jest stopień zaangażowania, wymagany od uczestnika. Myślę, że w każdej pracy powinniśmy rezygnować z własnych mniemań i uznać priorytet zadań firmy nad indywidualizmem. Jednak zaistnienie w sieci pewnego przedsięwzięcia niesie za sobą zagrożenia. Oparte jest zwykle na motywacji z wykorzystaniem wyobraźni (wyobrażenia o piramidalnym przyroście zysków i łatwości porozumiewania się). Internet jest pokusą łatwizny i ułudą uczestniczenia w „globalnej wiosce”. Porównując faxową lub dalekopisową wymianę danych, lub nawet telefoniczną, to email spycha je na peryferia (tak jak edytor tekstu wykończył maszynę do pisania). Internauta ma wybór trudny, bo błędy ujawniają się w dłuższym okresie. Taki wybór między plewami, a ziarnem.
Jeśli mogę dzielić się swoimi decyzjami, to powiem, przy poszukiwaniu pracy bardziej prawdopodobny jest własny wybór pracodawcy, a portal pracy stanowi laboratorium, które dostarcza doświadczeń. Szansę upatruję w podnoszeniu kwalifikacji, czyli uczestnictwie w kursach. Najlepiej dokształcałem się z potrzeby: grafika, bo było zlecenie na wizerunek; kalkulacje, bo rozliczenia skarbowe, bądź oferty dla klientów; hardware, bo miałem słabe sprzęty; do baz danych nie dotarłem ze względu na małą ilość klientów.
Wrócę do ofert działalności w Internecie. Szacunek wzbudzają oferty wymagające fachowości. Ostatnio trafiła się wymagająca nie tylko zawartości merytorycznej, ale i sposobu prezentacji oraz przede wszystkim znajomości opisywanego programu. Jeden z kursów wymagał dekompresji materiałów i ewentualnie „wyspawania” płytki jako wspomagania.
Szukając pracy oczywiście słucham porad jak to się robi, lecz najcenniejsze jest pozbywanie się iluzji w ocenie własnej osoby.
Redaktor: Wojciech Gołębiewski
dodaj komentarz
przeczytaj komentarze
(
4 )
|