|
Byłem ponownie w pewnej instytucji zajmującej się aktywizacją zawodową. Chcę się podzielić kilkoma refleksjami i obserwacjami, które mogą dać pojęcie o tym, na jakie przeszkody możemy natrafić przy poszukiwaniu pracy.
Odwiedzona przeze mnie komórka wyposażona była w stałe łącze i dwa stanowiska komputerowe. Sprawdzałem, czy doszły moje aplikacje wysłane na ich skrzynkę emailową. Doszły, lecz dopiero przy mnie osoba zapisywała załączniki (CV i list motywacyjny), co świadczyło, że nie zostały przesłane na interesujące mnie numery ofert. Nie mieli programu pocztowego, tylko wysyłka odbywała się ze strony internetowej, gdzie drugie stanowisko nie miało dostępu do tej samej, otwartej skrzynki. Również oferty wywieszone były na kartkach wypisywanych ręcznie. Często narzekam na zbyt bogate wymogi stawiane przez pracodawcę, jednak karteczki zawierały zbyt mało informacji, aby wyselekcjonować interesujące oferty. Baza danych mogłaby usunąć uciążliwość obsługi takiego biura: ręczne wypisywanie, wysyłkę aplikacji (gotowe dane pracodawcy i pracobiorcy). Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, ale nie zwalnia od przypilnowania konia do orki, tym bardziej, że i koń ma sponsora. Inną kwestią były konsultacje w sprawie marketingu własnej działalnści: możliwe, że kilkunastoletnie doświadczenie w gorzkim chlebie własnej inicjatywy skonkretyzowało moje wymagania, co do doradztwa biznesowego. Prowadziły to młode osoby, bez doświadczenia, jednak i one wypadają na korzyść w porównaniu z zaangażowaniem instytucji statutowo do tego powołanych.
Mógłbym machnąć ręką i robić swoje, ale desperacja w poszukiwaniu pracy owocuje wysoką frekwencją w takich miejscach.
Redaktor: Wojciech Gołębiewski
dodaj komentarz
przeczytaj komentarze
(
1 )
|